Pij z głową: Pjus
Doświadczenia, a zatem spisywanych z autopsji kazusów, trochę jest i na pewno nie śmiem być alfą i omegą picia, bo profesjonalistami jesteście w tym fachu Wy, ale warto zawsze zwrócić uwagę na sprawy ze spożywaniem związane. A nuż ktoś się czegoś ciekawego dowie, albo tekst ten zmusi do zwykłych pijackich, kacowych refleksji " na co mi to było "
Nie zazdroszczę tym co pija sami, do przysłowiowego lustra i nikomu nie życzę, ani nie polecam tego typu spędzania czasu wolnego( ). Jestem z tych, którzy owo zajęcie traktują jako część kontaktów międzyludzkich i jak zauważyliście to na pewno są one istotnym środkiem ich podtrzymywania. Pijemy z rodziną, przyjaciółmi, na imprezach, koncertach pełnych różnych, często przed chwilą poznanych, przypadkowych ludzi. Nie pytam po co. Nie pytam jak. Nie pytam kiedy. Pytam: Z kim
Picie jest trochę jak jazda samochodem (oczywiscie nie należy tych rzeczy łączyć w praktyce - NIGDY W ŻYCIU). Na drodze nie tylko istotne są Twoje umiejętności, wiedza i rozsądek. Musisz się liczyć z innymi użytkownikami szos, niektórych oceniać z rezerwą, innych być pewnym.
1. Przyjaciele i krewni królika. Z kim pijesz Z nieznajomymi możesz się co najwyżej napić. Picie (czyt. ciężka alkoholizację) zostaw dla grona, które dobrze znasz, w którym czujesz się pewnie. Jasne, że tradycja (stara, świecka) jest raczej po stronie poszerzania, pogłębiania znajomości przy jednej czy drugiej butelce- nie chcąc jednak nikogo straszyć chciałbym zwrócić uwagę, żeby nie przesadzać w upadlaniu się w towarzystwie nieznajomych, bo nie wiemy do końca kim są, a tym bardziej nie wiemy jak się zachowują jak wypiją. Gdy już pijesz z "nieznanymi sprawcami" wiedz przynajmniej gdzie jesteś, rób to na przyjaznym Ci gruncie. Znaj okolice, w której łykasz procenty , żeby w razie czego umieć: powiedzieć innym gdzie jesteś, zamówić taksówkę (umiejętności manualne i werbalne po spożyciu to inna bajka), bezpiecznie ewakuować się stamtąd.
2. Deus ex machina/Bohater ostatniej akcji. To ważne by wśród pijących była co najmniej jedna osoba, na której możesz polegać - najlepiej by była to też osoba "lepiej" pijąca, bo gdy Ty będziesz po kilku głębszych chylić się ku upadkowi, to Twój "anioł stróż" raczej powinien być w dobrym stanie by w razie czego przyjść Ci z pomocą. Może ktoś będzie musiał Cię wyprowadzić, zaprowadzić do kibla, przypilnować, a czasem bez takiej osoby trudno chociażby chodzić, a co dopiero kontrolować wszystko dookoła. Naucz się też odwrócić tę sytuację-bądź pomocną dłonią dla innych.
3. Teatr kukiełkowy. Gdy już pijesz z nieznajomymi nie szarżuj, nie staraj się pokazać jaki jesteś mocny w głowie bo zawsze możesz trafić na lepszych od siebie, a to może skończyć się rożnie. Zresztą nawet, gdy pijesz ze znajomymi, pij swoim tempem. To nie wyścig. Picie ma być przyjemnością, nie katorgą. Wiadomo, ze im bardziej jesteśmy pijani coraz trudniej nam ocenić pewne sprawy, ponosi nas "ułańska fantazja" - stawianie kolejek, zmasowany atak na bar, nagły przypływ sił i poczucie obowiązku oraz zdolności "przy wódce" . Nikt jednak nie powinien nic w ciebie wmuszać i kontrolować spożycia (no chyba, ze przesadziłeś, a ta osoba mniej lub bardziej delikatnie sugeruje Ci przerwę lub definitywny koniec picia).
4. Punkt kulminacyjny. Ten punkt niekoniecznie wymaga ingerencji czy też jej braku osób trzecich, ale tak jak poprzedni sprawdza Twoja umiejętność bycia sobą w tłumie. Gdy poczujesz się całkiem pijany, umiej powiedzieć: DOŚĆ. Ja mam taką "czerwoną lampkę" i gdy wiem, że mam już swoje wprowadziłem w krwioobieg, to odmawiam kolejnego kieliszka, nie łapię się tez za postawione pod nosem, przez znajomych "lufy". Umiejętność powiedzenia nie, jest istotne nie tylko dla abstynentów, ale i tych miłujących wodę ognistą.
5. Solopan. W stanie wskazującym, w miejscach nieznanych, w klubach pełnych obcych nie powinieneś zostawać sam, porzucony: "bo pijany i zasnął". Towarzystwo nie może Cię ot tak zostawiać. Bądź tego pewien idąc z nimi na melanż.
6. Księga Wyjścia. Jestem wg poczynionej przez Mesa systematyki typem quasi -"johny walkerowym". W momencie gdy bardzo pijany poczuję, że czas wracać, robię to bez wahania. Tu trzeba mieć gdzie wrócić ( kwestie lokalowe temat na kolejną "inną bajkę"), no chyba, że pijemy u siebie, albo wiemy, ze możemy zalec u właściciela. No, ale jeżeli musimy jakoś się dostać do wymarzonej pościeli, to ważne jak. Nie polecam (sam nie jestem ich amatorem) wielokilometrowych, samotnych powrotów przez "nieznane lądy" bo to w tym stanie podwójnie niebezpieczne ("wszystkie te chwile gdy serce mocniej bije") i po "dwudziestoczterokroć i siedem" męczące. Pozostają nam: A) Taksówka (najlepiej znajomy taksówkarz- pozdro J.P.) -mieć kogoś kto ją zamówi, ewentualnie pożyczy hajs (pij tak by mieć na powrót-złota zasada!), albo powie dokąd jechać, B) Osoba niepijąca na imprezie (tak, są takie!), która najczęściej swoje abstynenckie nieszczęście wiąże z czterema kółkami - umówić się z nią wcześniej w sprawie powrotu, albo poprosić by bez względu na Twoje protesty, zawinęła Cię do domu, by nie było po ptakach, jak nagle zachcesz zniknąć, C) Osoba z zewnątrz, która uprzedzona (!!! - chyba nie chcesz nikogo budzić po nocach ) wie, że ma się gdzieś po Ciebie stawić. Inteligencja, bezinteresowność i oddanie takiej osoby, mogą okazać się zbawienne, gdy nie umiesz napisać smsa, czy zadzwonić, ani wytłumaczyć gdzie jesteś.
Te wszystkie rzeczy nie maja straszyć ani zabijać spontaniczności i radości spożywania trunków. Picie z głową, a tym bardziej niejedną, ma swoje prawa i obowiązki, na które trzeba zwrócić uwagę. Nikt nie zabrania Ci upaść, ale może od kogoś będzie zależało czy wstaniesz.
Na Zdrowie
Pjus
PS. Od każdego punktu są odstępstwa. Istnieją na pewno wasze modyfikacje. To nie jest Biblia, a jedynie subiektywny "przewodnik" powstały w oparciu o doświadczenie i z troski o innych! Chętnie poczytam wasze wrażenia (krytykę ) samego tekstu, jak i historie "z życia wzięte" dotyczące poruszanych tematów- może dodam jeszcze jakiś punkt




