Ten Typ Mes "W deszczu i w upale"

Tekst/rap: Piotr Szmidt; Śpiew: Piotr Szmidt & Magda Grochowska; Muzyka: Kixnare; Alkopoligamia 2011

jestem na poziomie szczerości, który zawstydza innych

twój faworyt, ledwo wiesz jak ma na imię

gdy odpalam majka, _nagrywam wokal

czuję, że mógłbym zamiast hantla użyć całego bloku

sąsiad, nie mył się, moją windą jechał

ciekawe do którego piętra mogę stać bez wdechu

*do trzeciego,* zatykam nos i myślę

to w sumie też jakiś rodzaj haju, lecz wolę whisky

śmierć, zmiana, miłość, kara, biorę wszystkie

bo kto żyje jak żółw z poezją nie ruszy z piskiem

muzyka jest rajem, być.. to sparing

z ambicją, oczekiwaniami, którym nie sprostałeś

kiedy chodzi o muzykę - dumnie idę na przedzie

*flacha * odpal flachę, mogę siędzieć i siedzieć

cała reszta, kochanie, reszta to pułapka

choć serwują ją na słodko i zapragniesz dokładki

ref.

W deszczu i w upale rozrabiamy _dalej

sto protestów i zażaleń ściga nas (uciekajmy)

W deszczu i w upale rozrabiamy _dalej

sto protestów i zażaleń ściga nas

parki inspirują, knajpy chronią przed chłodem

nie usłyszę gorzko, gorzko, bo kobiet chcę dla osłody

_chmury zbierają się nade mną

ale _trzymam się z dala od ćpania, to cenne

choć kuszą ślady kresek które-widuję w klubowych kiblach

ale jest jeden Keith Richards na stu Ryśków Riedlów

*toast*, za ten rok, by był zwycięską walką

za starszego pana z łóżka obok z dziarą Outlaw

za kolegów z tych sal we wszystkich szpitalach

siostro *prośba,* do kroplówki więcej ketonalu

nie, nie mam apetytu, schab jest za twardy

gdybym miał dwa i sznurek zrobiłbym z nich klapki

jebać laptopy tutaj czytam książki

mogłem trafić gorzej, życie nie jest tak szorstkie

jak stąd wyjdę będę grzmocił i chlał za trzech

a na razie se w głowie nucę taki wers, se

W deszczu i w upale rozrabiamy _dalej

sto protestów i zażaleń ściga nas (uciekajmy)

W deszczu i w upale rozrabiamy _dalej

sto protestów i zażaleń ściga nas

Ruszam na ulice po składniki na nową płytę

_piekę ją na ruszcie nie starczy mi kaloryfer

naruszcie moją powłokę osłonną, nareszcie

na mieście dostrzegam twarze za punktów 200

wbijam na czyjąś osiemnastkę, nierozpoznany

dlaczego Twist again, again dudni przez ściany

ojciec jubilata wściekły, *to impreza zamknięta*

matka jest niezła, mogłaby mi pokazać entrance

moja kompanka zwija im jakiś trunek i nara

zaraz spojrzymy na nich z góry tak jak oni na nas

wchodzimy na dach bloku śmiejąc się głośno

to miasto w budowie sześćdziesiątą piątą wiosnę

stolyca, rapuj jak AS albo stąd kicaj

nie nasycę się picem jak z kalki lub z matrycy

mój rap rozdziawia szczęki tym bitches

ich rap też ale zapomnieli, że ziewnięcie się nie liczy

ref.